+1
pierscien 12 lutego 2017 21:47
Zapraszamy na relacje z szóstej i ostatniej części naszej podróży po RPA oraz Tajlandii. Poniżej relacja z podróży powrotnej, podczas której mieliśmy całodniową przesiadkę w Addis Abeba oraz podsumowanie całego wyjazdu.

Link do części pierwszej: Kruger Park: https://pierscien.fly4free.pl/blog/2588/podroz-marzen-cz-1-kruger-park/
Link do części drugiej: Cape Town: https://pierscien.fly4free.pl/blog/2636/podroz-marzen-cz-2-cape-town/
Link do części trzeciej: Nurkowanie z rekinami: https://pierscien.fly4free.pl/blog/2642/podroz-marzen-cz-3-nurkowanie-z-rekinami/
Link do części czwartej: Dubai: https://pierscien.fly4free.pl/blog/2670/podroz-marzen-cz-4-dubai/
Link do części piątek: Tajlandia: https://pierscien.fly4free.pl/blog/2684/podroz-marzen-cz-5-tajlandia/

To już 22 dzień naszego wyjazdu jest 14 grudnia. Własnie wylądowaliśmy w Bangkoku po krótkim locie z Phuket. Air Asia ląduje na lotnisku Don Mueang, więc czeka nas krótki transfer do portu Suvarnabhumi. Pomiędzy lotniskami (45km) kursuje bezpłatny shuttle bus. Tempo narzucone przez kierowcę przysparza sporo emocji, autobus jest w bardzo złym stanie, ciągle wydaje odgłos jak Jumbo Jet przy starcie. Żeby jeszcze lepiej zobrazować sytuacją - cały czas jedziemy autostradą którą tworzy jeden wielki wiadukt nad miastem - wysokość mniej więcej 2-3 piętra.



Przed nami ostatni etap podróży: kolejny nocny lot - tym razem 9 godzinny do stolicy Etiopii - Addis Abeba. Tam spędzimy cały dzień. Przy przesiadkach trwających ponad 10h Etiopskie linie zapewniają bezpłatny nocleg wraz z transferem do hotelu oraz pełnym wyżywieniem. (rok wcześniej podobną sytuację mieliśmy z Turkish Airlines i noclegiem w Stambule). Po wylądowaniu mozolna odprawa paszportowa i transfer do hotelu oddalonego o mniej więcej o 3km. Jadą z nami Czesi którzy pokonują tą samą trasę co my (RPA + Tajlandia). Co ciekawe na wizie, a dokładnie karcie pobytu celnicy do Czech dopisali Słowację i nasi przyjaciele figurowali jako obywatele Czechosłowacji :)



Po przyjeździe do hotelu (8 rano), zjedliśmy szybkie śniadanie i ... poszliśmy spać :) Zmęczenie całym wyjazdem i kolejny nocny lot dają o sobie znak. W Etiopii jest też zdecydowanie chłodniej - jesteśmy na wysokości ponad 2 tyś m n.p.m mimo że dookoła nie ma żadnych gór. Magda nie chce nigdzie wychodzić, ja oczywiście nie mogę przepuścić takiej okazji :) W końcu udaje mi się ją namówić na krótki spacer. Nie bierzemy nic do kieszeni, tylko ja zabieram telefon aby łatwiej wrócić do hotelu i ewentualnie zrobić jakieś zdjęcia. Mamy ze sobą również cukierki które zamierzamy stosować jako łapówkę dla dzieci.



Po tym jak w RPA czuliśmy się dziwnie gdy dookoła przeważali czarni, tak tutaj spotkanie białego na ulicy to totalny szok. Każdy kto nas widział, dwa razy sprawdzał czy mu się nie przewidziało. Werbalnie również nie kryli zdziwienia: co chwile słyszeliśmy: "WOW!" "White People!". Magda jako blondynka dodatkowo budziła większe zainteresowanie. Addis Abeba nie ma za wiele do zaoferowania (nie dorośliśmy jeszcze do zwiedzania muzeów - podobno są tu jakieś super zachowane szczątki poprzednich cywilizacji). Postanowiliśmy wybrać się na największy targ w mieście - opcji transportu było kilka: Taxi, pociąg lub busik. Największą atrakcją oczywiście była ta ostatnia: 30 minut jazdy kosztowało nas 1,5zł (tubylcy jechali za złotówkę). Pojazd ledwo co jechał, non stop był przepełniony, a drzwi rozsunięte przez które wystawał nasz konduktor który nagabywał ludzi z ulicy do jazdy. Co ciekawe ludzie nie za bardzo chcieli obok nas siadać :) Więc często był ścisk a my siedzieliśmy w komfortowych warunkach.




Po krótkim spacerze, kilku prośbach dzieci o coś do jedzenia i ogólnym zmęczeniu postanawiamy wrócić do hotelu. I wtedy zaczęły się przygody :) Dosłownie w odległości 500m od hotelu przechodząc przez ulicę, zjawia się znikąd 10 dzieciaków dookoła nas. Ciągną nas za ręce, są wszędzie - aha będąc na przejściu oczywiście to ciągle samochody mają pierwszeństwo wiec przechodzenie przez ulicę wymaga sporej uwagi. Jedyna rzecz którą zabraliśmy z hotelu - mój telefon zmienia właściciela. Szybko się orientuje i łapię wszystkie dzieci które ciągle się przy nas kręcą. Oferujemy wykupienie telefonu, chwile z nimi próbujemy rozmawiać... Jednak bariera językowa nie pozwala na zbyt wiele.

Stojąc przy ulicy, widzimy biegnącą kobietę za jednym z dzieciaków który przy nas był przed chwilą. W pierwszej chwili myśleliśmy że to kolejna ofiara - jak później się okazało widziała jak ten chłopiec przekazywał mój telefon do samochodu który odjechał. Wychodzę na ulicę czekając aż dziecko do nas dobiegnie, zanim to się stało ktoś przed nami przejął dzieciaka - dyskusji nie było... kilka ciosów i sprawca leżał już na chodniku. Po chwili dobiegła owa pani (ok. 40 lat), również rozmowę rozpoczęła od kilku wychowawczych "kopów"... byliśmy świadkami publicznego linczu. Dokoła leżącego dziecka było już z 10 osób. Kompletnie nie wiedzieliśmy co się dzieje, bo nikt w pobliżu nie mówił po Angielsku, wszyscy coś wykrzykiwali. A język Etiopski przypomina w mowie "wzdychanie".



Nastąpiła chwila dezorientacji... po chwili zjawili się funkcjonariusze- dwóch panów w mundurze wojskowym i karabinem w ręku. Na początku poczuliśmy się trochę bezpieczniej - publiczny lincz zrobił na nas wrażenie - tym bardziej że ciągle byliśmy jako jedyni o białej skórze w okolicy. Funkcjonariusze podobnie jak przechodnie zaczęli od argumentu siły... znowu poczuliśmy się mniej pewnie. Spędziliśmy tam jeszcze dobre 2 godziny czekając aż oskarżony przyzna się do winy. Co ciekawe przechodnie widząc nas i funkcjonariuszy co chwile zatrzymywali się i pomagali w tłumaczeniu rozmowy z nimi. Dzieciaka przejęła policja, i zaprosili nas na komendę... Po chwili padło pytanie czy mamy pieniądze - tak mamy. "na posterunek są 3 kilometry... my nie mamy samochodu to pojedziemy taksówką ale wy musicie zapłacić". I tak w przepełnionej taksówce w której kierowca nogą musiał podtrzymywać kierownicę żeby nie wyleciała pojechaliśmy na komendę: Ja, Magda, dwóch policjantów, oskarżony i kierowca. Co ciekawe oddzielną taksówką, na własny koszt pojechało dwóch świadków zdarzenia którzy chcieli nam pomóc.

To co widzieliśmy na ulicy, to nic w porównaniu z tym co działo się na posterunku. Mówiąc krótko - teraz argumenty siły były jeszcze większe. Złożyliśmy zeznania - co ciekawe w arkuszu policyjnym pada pytanie jakiego jesteś wyznania.... Kolejna pozycja- narodowość: Poland - nie mówi za wiele policjantowi który nas przesłuchuje. Co chwilę dopytuje się skąd jesteśmy.... Po raz czwarty odpowiadamy Poland - on kwituje "aaa Portugal", poprawiamy na Poland - ale ciągle nam nie dowierza. Na koniec chce skserować nasze paszporty... aha na komendzie nie ma żadnego komputera, drukarki i takich tam innych normalnych urządzeń do których jesteśmy przyzwyczajeni. Tam nie było nic oprócz, ławki i krzesełek. Musimy pojechać do hotelu z policjantem - oczywiście na nasz koszt i jeszcze opłacić taksówkę z powrotem która odwiezie go na posterunek :) Tak spędziliśmy jeden dzień w stolicy Etiopii :)

Wieczorem udaliśmy się na lotnisko i i ruszyliśmy w nasz ostatni (piąty) nocny lot Dreamlinerem do Rzymu. W Rzymie lądujemy o 5:00, kolejny lot mamy po 15:00. W planie mieliśmy wyjść pochodzić po Rzymie, jednak była to nasza piąta wizyta w Rzymie i postanawiamy udać się do strefy relaxu w hali odlotów i przeleżeć na leżakach pół dnia. I tak po 15 udaliśmy się w nasz dwunasty lot podczas tej podróży.

Przez ostatnie 24 dni przeżyliśmy fantastyczną przygodę - zwiedziliśmy dwa kontynenty, 5 krajów. Byliśmy na Safari, nurkowaliśmy z rekinami, byliśmy pod najwyższym budynkiem świata i określanych jako rajskie wyspy Tajlandii, na koniec liznęliśmy środkowej Afryki w stolicy Etiopii. Łącznie nasza podróż drogą powietrzną to 37 846km. Gdy dodamy do tego podróże autem to można powiedzieć że udało nam się okrążyć Ziemie - 40 072km. W powietrzu łącznie spędziliśmy ponad 2 dni (52 godziny i 10 minut). Nigdy nie robiliśmy całościowego podsumowania bo Marzenia nie mają ceny, i po co psuć sobie humor po powrocie :) ?

No dobra... mały wyjątek - koszta liczone na osobę:
1. Loty
•Warszawa-Rzym-Warszawa: 148zł
• Rzym-Afryka-Tajlandia-Rzym: 1350zł (https://www.fly4free.pl/rpa-i-tajlandia-1209-pln/)
• Johannesburg-Cape Town: 205zł
• Cape Town-Durban: 144zł
• Bangkok-Phi Phi-Bangkok: 170zł
Razem: 12 odcinków lotów: 2024zł - co daje 5 groszy za kilometr.
2. Wynajem Auta
• Łącznie 270zł /osobę
3. Noclegi
• ~1200zł
4. Atrakcje
• Kruger Park 500zł
• Cape Town : 100zł (Przylądek Dobrej Nadziei, Plaża z pingwinami, lwy)
• Nurkowanie z rekinami: 300zł
• Dubaj: 380zł (Burji Khalifa , Aquawenture, Monorail, Bilet dobowy)
Razem: 1280zł

Razem powyższe 4 punkty: 4774zł
Do tego należy oczywiście dodać ceny posiłków - których nie podejmę się zsumowania, zakupów w Tajlandii i innych drobnych wydatków (taksówek, pamiątek etc.)
PS. Zdjęcia z google dla zobrazowania opowieści.

Dodaj Komentarz